wtorek, 10 marca 2015

Stan pitu-pitu i jego szkodliwość, czyli: Ojej! Straszne!

Nie będę chwaliła samej siebie, bo wyjdę na nieskromną... Ojej! Straszne! Nie będę zachowywała się jakbym nadal miała naście lat, bo nie wypada... Ojej! Straszne! Nie zerwę tak po prostu kontaktu z osobą, która mnie wkurza do kwadratu, nie powiem "bye! to koniec naszej znajomości", bo nie tak zostałam wychowana... Ojej! Straszne! Nie będę głośno mówiła, że mam zupełnie inne zdanie, bo zostanę odludkiem w swoim otoczeniu... Ojej! Straszne! Nie będę żyła jak mi intuicja podpowiada, bo spotka się to z niezrozumieniem ze strony innych... Ojej! Straszne! Nie będę przeklinała, bo nie wypada... Ojej! Straszne! Nie pozwolę sobie na urlop od bycia matką, bo jak to tak! Ojej! Straszne! Nie powiem pani doktor w przychodni co myślę o tym, że nie mówi "dzień dobry" wchodząc do poczekalni i nie przeprasza za to, że spóźniła się pół godziny do pracy, bo to przecież lekarz... Ojej! Straszne! 

Cyrtolę się ze wszystkimi wokół jakbym nie miała własnego rozumu i nie czuła, że działam wbrew sobie, że coś tam we mnie ciągle się buntuje, a ja to wypieram. 
Zadowalając innych - gaszę siebie. A mam świecić! Bo tak chcę. Kto o to zadba? Inni? Oni? Nie, raczej nie. Oni mają w głębokim poważaniu to, żebym była sobą. Mam być taką jaką chcą mnie widzieć, taką z jaką będzie im łatwiej, wygodniej. Mam być według ich scenariusza. 

Niestety (albo stety?) Już nie. Dawno temu podjęłam decyzję, że będę tą złą, niedobrą, niewdzięczną, inną, dziwną, wredną. O tak :) Z rozkoszą :) 

Ty nie musisz lubić mnie, ja nie muszę lubić ciebie.
Ty nie musisz się ze mną zgadzać, ja nie muszę zgadzać się z tobą.
Ja nie mówię ci jak masz żyć i ty też nie będziesz.
Guzik wiesz o moim życiu, bo to nie twoje życie.
Nie przeżyjesz, nie zrozumiesz, więc się nie wypowiadaj. 
Ojej! Straszne!

Czy to nie dziwne, że jako dorośli ludzie nadal musimy walczyć o to by być sobą? Być sobą tak po prostu, bez tłumaczenia się, bez obaw? Nie dziwi Was to? Mnie bardzo. Chociaż mam już na swoim koncie ogromne postępy w tej dziedzinie, to i tak wciąż, z uporem maniaka powraca ten dzień, kiedy nagle zdaję sobie sprawę z tego, że znowu zaliczyłam powtórkę z rozrywki, znowu zrobiłam z siebie pitu-pitu i patrzę na wszystkich wokół zamiast na siebie.

A Ty? Będziesz czekać, aż wszyscy znikną? Uciekniesz? Wtedy wreszcie weźmiesz swoje życie w swoje ręce? Wtedy nikt nie będzie Cię ograniczał? A co jeśli znikniesz pierwsza? Kiedy będziesz sobą? Nigdy?

Będzie tak jak ja chcę.
Taka niedobra jestem, noooo :)

Życzę Wam rozkosznego wtorku :)
Aneta

sobota, 7 marca 2015

Wiosenne DIY. Świeca z kwiatami.

Marzec jest zdecydowanie odpowiednim miesiącem na rozpoczęcie przygotowań do wiosny. Bardzo cenię sobie nieskomplikowane pomysły, a ten zauroczył mnie łatwością wykonania. Pochodzi z niezawodnego serwisu Pinterest. Znajdziecie tam mnóstwo innych inspiracji na wiosenne dekoracje. 
Postawiłam na kwiaty ponieważ to właśnie one kojarzą mi się z wiosną zdecydowanie najbardziej. Poza tym, bardzo wpływają na pozytywny nastrój. Dom udekorowany kwiatami zyskuje nowe życie :)


CO BĘDZIE POTRZEBNE?
  • świeca
  • gumka recepturka
  • kawałek tasiemki, koronki
  • kwiaty - u mnie mnie goździki, które kocham między innymi za trwałość
  • naczynie
  • pistolet z klejem na gorąco

JAK WYKONAĆ DEKORACJĘ?
Na świecę należy nałożyć gumkę recepturkę,która wstępnie będzie przytrzymywała łodyżki kwiatów. Musi być nałożona dosyć nisko, ponieważ powyżej będzie umieszczona tasiemka. Każdy kwiat trzeba przyciąć na odpowiednią długość i umieścić go za gumką. Kiedy wszystkie kwiaty będą przymocowane - tasiemką należy owinąć świeczkę, końcówki sklejając gorącym klejem.


CZY TO JUŻ KONIEC?
Tak! To wszystko :) Prawda, że proste? Teraz wystarczy umieścić nowo powstałą dekorację w naczyniu z wodą.


W pierwszym zamyśle przygotowałam białą podstawkę, jednak zdecydowałam, że w przeźroczystej, szklanej miseczce moja świeca prezentuje się znacznie ciekawiej.
Urządzając swoje cztery kąty celowo postawiłam na neutralne kolory, dzięki czemu teraz drobnymi dodatkami mogę wprowadzić do wnętrza kolor, a kiedy mi się znudzi po prostu zmienić go na inny. Niskim kosztem i małym nakładem pracy. Bardzo polecam takie rozwiązanie :)


Powstał dylemat: czy udekorować stolik w pokoju dziennym, czy może połączyć róż z bielą? Muszę przyznać, że od pewnego czasu takie zestawienie bardzo mnie urzeka :)


Takie zagwozdki kocham :) Nie pozostaje nic innego jak przygotować jeszcze jedno wiosenne DIY i po kłopocie :) Niebawem zaprezentuję Wam kolejną inspirację :)

Tymczasem życzę udanego, kreatywnego weekendu :)
Aneta :)

środa, 25 lutego 2015

Oswajam strachy, planuję przyjemności. 5 miejsc w Tatrach na weekend.


Dosyć późno odkryłam, że planowanie to podstawa. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić o ile więcej bym przeżyła mając tego świadomość. Zawsze miałam tzw. apetyt na życie, ale... jakoś się nie składało. To było coś w stylu: "chciałaby, a boi się" ;)

Tak było na przykład z wyprawą w Tatry. Niejednokrotnie podziwiałam z zapartym tchem, oczywiście na zdjęciach, tatrzańskie panoramy. Ale nigdy się nie odważyłam zobaczyć tego na własne oczy. Zawsze miałam gotową wymówkę. A może to był lęk. Przed czym? Przed porażką? Przed nowym, nieznanym?

Teraz, kiedy zamiast uciekać - działam, przyjrzałam się tym moim "strachom".

NIGDY WCZEŚNIEJ TEGO NIE ROBIŁAM.
Co prawda byłam parę razy w górach, ale to były Beskidy. Też ładne, jednak bez tego "wow". Tatry to coś zupełnie innego. To na pewno góry dla wytrzymałych (a moja kondycja - bardzo przeciętna) - powtarzałam sobie. No i w ten sposób lata mijały, a ja zachwycałam się fotografiami zrobionymi przez osoby, które miały tę odwagę. Zazdrościłam im. "To na pewno inny wymiar bycia" - myślałam po cichu. Aż w końcu przyszedł dzień, w którym powiedziałam sobie: spróbuj, żeby kiedyś nie żałować ;) W sumie nie wiem dlaczego tyle lat odwlekałam tę decyzję. Teraz wydaje mi się ona oczywistą ;)

A CO JEŚLI NIE DAM RADY?
To była na prawdę wielka obawa. Nie lubiłam porażek. Teraz wiem, że są potrzebne, ponieważ uczą i wskazują nowe rozwiązania. Czy coś się stanie jeśli nie podołam? Nie. Po Prostu nie. Absolutnie nie jest to przeszkodą, żeby spróbować. Urządzę po prostu piknik w miejscu, które mnie pokona, odpocznę i zejdę z powrotem. W domu zdecyduję czy będzie kolejne podejście i opracuję plan jak się do tego zabrać. Tak, wiem, że mogłabym wzmocnić swoją kondycję już teraz, ale mi się zwyczajnie nie chce. Staruję zatem z tym co mam. Zaraz, zaraz, kiedy to ja zaczęłam postrzegać porażkę w kategorii wyzwania? Ale super!

CZEGO DO TEJ PORY NIE BRAŁAM POD UWAGĘ?
- Tego, że wspinaczkę mogę podzielić na etapy. I przenocować w schronisku. Po analizie doszłam do wniosku, że to chyba nawet będzie niezła przygoda. 
- Tego, że na pewną wysokość mogę wjechać kolejką, a dopiero później maszerować.

TATRY TAKIE ROZLEGŁE! CO WYBRAĆ?
Nie potrafiłam się sprecyzować. Wiadomo, że nie porwę się z motyką na słońce. W tej całej euforii pozytywnego postrzegania wszystkiego wokół, trochę zdrowego rozsądku mi jednak pozostało ;) Pomyślałam, że skoro moją kondycję można porównać do tej, którą posiada zdeterminowany dziesięciolatek, powinnam poszukać trasy, z którą spokojnie poradzi sobie dziecko. Przejrzałam mnóstwo stron z propozycjami. I wybrałam.

1. DOLINA GĄSIENICOWA
źródło: świetny blog Wieczna Tułaczka - multum niezbędnych informacji, bardzo polecam!
 2. WODOGRZMOTY MICKIEWICZA
źródło: Panoramio
3. DOLINA PIĘCIU STAWÓW POLSKICH
źródło: kolejny świetny blog Tatry dla średnio zaawansowanych
4. GĘSIA SZYJA
źródło: blog Górskie wojaże
5. DOLINA CHOCHOŁOWSKA
Byłam tam dwa lata temu, koniecznie do powtórzenia, ponieważ wtedy nie wpadłam na to, żeby wyjść wyżej i oglądać krokusowe łąki z góry, a w tym roku to zrobię :)
źródło: Planeta gór
To plan ogólny. Teraz osobno opracuję każdą z wycieczek.A gdy tylko pogoda na to pozwoli, wyruszam na szlak. Jestem niesamowicie podekscytowana! W planach mam również kilka polskich miast (tydzień temu zaliczyłam Gdańsk - uroczy! i Sopot - morze zimą, ach!) oraz część jury krakowsko-częstochowskiej. Polska taka piękna!


Przydatne strony i informacje:
Czy wiedzieliście, że w Tatrzańskim Parku Narodowym kolor szlaku nie określa jego trudności? Byłam absolutnie pewna, że tak. Zawsze bardzo bałam się czarnego szlaku.
  • niebieski - wskazuje na długie, dalekosiężne szlaki.
  • czerwony - odnosi się do głównych, podstawowych, najbardziej charakterystycznych szlaków.
  • czarny - informuje o krótkim szlaku, końcowym podejściu.
  • zielony - pokazuje drogę do szczególnych miejsc.
  • żółty - znaczy szlaki łącznikowe, a czasem dojściowe.
O stopniu trudności stanowią gwiazdki, od jednej do pięciu.

Sądząc po pogodzie wiosna tuż - tuż, więc jak tylko rozkwitną krokusy - kierunek Tatry :)

życzę Ci udanego dnia,
zaplanuj coś fajnego ;)
Aneta.

    piątek, 20 lutego 2015

    Mój pomysł na to jak ogarnąć się obiadowo - cz.I

    Wiem, że masz mnóstwo obowiązków, zajęć, doba jest za krótka i w ogóle ;) Ale jeść trzeba. Można pójść na łatwiznę i kupować gotowce (a później chorować), można stołować się na mieście (i mieć mniej funduszy na inne przyjemności), można również podbierać jedzenie mamie, babci etc (i nigdy nie dorosnąć).

    Polecam Ci inne wyjście. Zdecydowanie bardziej kreatywne.

    źródło

    STWÓRZ SWOJĄ PRYWATNĄ LISTĘ SZYBKICH OBIADÓW. 
    Poszukaj takich w pamięci, przejrzyj internet, zapytaj gotującą osobę. Nieistotne jak to zrobisz, ważne aby powstało takie zestawienie. Gdy już będzie gotowe, przyklej je na tyle drzwiczek od szafki kuchennej, wepnij do segregatora kulinarnego (jeszcze go nie masz???), zapisz w smartfonie, umieść je gdziekolwiek, ale miej je i przestań narzekać, że nie masz czasu gotować. 

    CO DWIE GŁOWY TO NIE JEDNA.
    Oczywistym jest, że nie zajmujesz się tym w pojedynkę. No chyba, że prowadzisz jednoosobowe gospodarstwo domowe. Wtedy tak. W innym wypadku wszyscy domownicy głowią się co będziecie jadać gdy brak chęci, lub czasu Was mocno ograniczą. To zresztą, moim zdaniem, tyczy się wszystkich domowych obowiązków, a gotowanie jest jednym z nich. Każdy lokator powinien być zaangażowany w prowadzenie domu. Bez wyjątków. Nie ma nic gorszego niż wiecznie narzekająca, umęczona kobieta, która ogarnia wszystko sama, ponieważ siebie nie szanuje, a innych czyni życiowymi niedorajdami. Dom to nie hotel i  wszyscy dbają o to by całość funkcjonowała jak najlepiej. Nie, nie interesuje mnie czy wszyscy pracują. To zupełnie inna dziedzina życia i nie o tym teraz rozprawiamy.

    JAKIE SĄ KORZYŚCI POSIADANIA TAKIEJ LISTY?
    - masz jeden problem z głowy: nie myślisz nerwowo od rana co będzie na obiad,
    - masz drugi problem z głowy: nie będzie tego wszechogarniającego uczucia zmęczenia już po gotowaniu (u niektórych pojawia się nawet przed),
    - masz trzeci problem z głowy: nie tracisz niepotrzebnie czasu. możesz go przeznaczyć na przyjemności.

    EFEKT UBOCZNY?
    Nie masz na co narzekać! Przynajmniej w tej jednej dziedzinie. To oznacza, że należysz do nielicznej, zacnej grupy Polaków ;) W dodatku dociera do Ciebie, że to łatwiejsze niż można było się spodziewać.

    Ja, pomimo tego, iż uwielbiam gotować, a kulinaria od bardzo dawna są moim hobby, miewam też i tak, że czas w kuchni ograniczam do minimum, a obiad musi powstać w mig. Lubię mieć wtedy parę pomysłów w zanadrzu.

    Kiedy już zrobisz swoją listę, pojawi się nieodparta chęć aby posłać pomysł dalej. Bo jest dobry. I czyni codzienność przyjemniejszą :)

    Podpisano: Aneta - listoholiczka


    poniedziałek, 26 stycznia 2015

    A po lekcjach nadgodziny ...

    Dlaczego nauczyciele mojego syna decydują o tym, w jaki sposób spędzimy popołudnie? Dlaczego moje dziecko od najmłodszych lat przyzwyczajane jest do tego, że poza szkołą/pracą nie ma życia? A co z rozwojem emocjonalnym dziecka? A co z prawem do spontanicznej zabawy i odpoczynku? Gdzie miejsce na zwykłą nudę, która bardzo rozwija kreatywność? Nie ma. Nie istotne.


    Igor wraca ze szkoły. Zaraz okaże się, czy będziemy w stanie spędzić popołudnie tak jak sobie zaplanowaliśmy. Przed nami wizja spotkania z przygodą w Klubie Podróżnika. Mnóstwo ciekawych historii opowiedzianych przez ludzi, którzy nie boją się spełniać własnych marzeń. Brzmi cudownie. Jednak czy tam dotrzemy? Jeszcze nie wiem.Od czego to będzie zależało? Od tego ile czasu dziecko spędzi przy książkach. 

    Kiedyś, wiele lat temu, kiedy sama byłam uczennicą, czułam, że to bardzo niesprawiedliwe. Nauczyciele i rodzice mówili nam, że obowiązek szkolny to tak jakbyśmy chodzili do pracy. Hmm, pewnie mieliśmy się poczuć jak dorośli i docenić ;) Dobrze, edukacja to podstawa - wiadomo. Zastanawiałam się dlaczego zatem moi rodzice po powrocie do domu nie muszą znowu pracować, a ja tak? 

    Nie musiałam długo czekać. Moje dziecko już dawno wyraziło, nie mniejsze od mojego, oburzenie z tego powodu. No jak można się nie zgodzić? To zwykłe nadgodziny! A może w ten sposób przyzwyczaja się młode pokolenie do tego, że ostry zasuw przez cały dzień to norma? Może później, odpowiednio wytresowane,  nie będą stawiały oporu gdy szef będzie wymagał więcej i więcej? Czy na tym mnie jako rodzicowi zależy?

    Jestem totalną zwolenniczką harmonii w życiu. I co teraz? Harmonia rozłożona na łopatki. Dziecka i nasza zarazem. Czy na prawdę życie ma polegać na czekaniu na weekend? 

    Co z rozwojem emocjonalnym naszych pociech? Co z relacjami?  Co z tzw. świętym spokojem i relaksem? Chyba nie muszę pisać jak nadmiar obowiązków wpływa na emocje?

    To nie tak, że moim zdaniem zadania domowe są be i wyeliminujmy je zupełnie. Chociaż w sumie, dlaczego nie? Ale OK, załóżmy, że zadanie to konieczność. Czy tak ciężko jest postawić na kreatywność? Czy dziecko na prawdę musi wpisywać określone wyrazy w luki, nudząc się przy tym jak mops? A może by tak zachęcić dziecko do własnych poszukiwań w określonej tematyce? Dlaczego nie? Nie rozumiem. 

    Nie rozumiem dlaczego ktoś decyduje o tym jak będzie wyglądało popołudnie naszej rodziny. Tłumaczę dziecku świat, zachęcam do niestandardowego myślenia, uczę jak podążać małymi krokami w stronę szczęścia i napotykam mur za każdym razem, gdy nasz dzień wypełniony jest wyłącznie obowiązkami, po których nikt nie ma już sił na nic poza prysznicem.  

    Nie byłabym sobą gdybym nie szukała jakiegoś rozwiązania tego problemu. Na razie kiepsko mi idzie, ale nie  poddaję się. Jeśli coś wymyślę - dam znać :)

    Jak ta sprawa wygląda u Was? Wiem, ze są rodzice, którym to zupełnie nie przeszkadza. Dziecko zajmuje się nauką i mają je z głowy :( Można włączyć tv lub internet i żyć, nie umierać :(
    Marzy mi się szkoła Montessori. To jest właśnie jeden z nielicznych momentów, kiedy żałuję, że nie mieszkamy w dużym mieście :)

    Obiecuję, że następnym razem będzie bardziej optymistycznie :)

    Pozdrawiam Was życząc udanego tygodnia :)
    Aneta
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...